Komu bije dzwon?
„Jeżeli sytuacja człowieka we współczesnym świecie jest taka, że może doprowadzić do załamania jego wiary świeckiej w humanizm [....], to z pewnością istnieje potrzeba, by temu człowiekowi głosić Boga Jezusa Chrystusa, Boga Przymierza, Boga Ewangelii, po prostu dlatego, aby odnalazł on dzięki temu podstawowy i ostateczny sens swojego człowieczeństwa.”
Jan Paweł II
Przed około dwoma miesiącami wyemitowana została w programie TVP sztuka wybitnego szwajcarskiego dramaturga Friedricha Derrenmatta pt. „Wizyta starszej pani”. To znakomite dzieło podejmuje się głębokiej analizy ludzkich postaw, zachowań, jakie rodzą się w zderzeniu z zaskakującą nieraz rzeczywistością.
Na początku spektaklu widzimy spokojne, pogrążone w biedzie miasteczko. Jego mieszkańcy oczekują na przybycie ważnej osoby, którą okazuje się być Klara Zachanassian, dawna obywatelka Gullen, w którym rozgrywa się akcja. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, iż mająca przybyć z wizytą starsza pani, jest miliarderką. Z jej osobą, mieszkańcy miasteczka wiążą nadzieje na poprawę swojej sytuacji materialnej.
Ileż niezgrabnych umizgów na cześć bogatej Klary. Powitalny transparent, lawina banalnych pochlebstw mających sprawić, że dostojna dama obsypie miasteczko milionami. Aby dogłębnie poruszyć jej serce, na samym wstępie powitalnej ceremonii, postanowiono na plan pierwszy wysunąć jej ukochanego z lat młodzieńczych: Alfreda Illa.
Całe to groteskowe powitanie osiąga swój kulminacyjny moment w chwili, gdy podczas uroczystego przyjęcia, głos zabiera Klara. Bez żadnych skrupułów obnaża fałsz wygłoszonych pod swoim adresem pochlebstw. Zdaje sobie sprawę, że wszyscy oczekują od niej przede wszystkim pieniędzy. Ku ogólnemu zaskoczeniu szybko przechodzi do rzeczy i proponuje ogromną sumę, przeznaczoną tak dla rozwoju miasta, jak i bezpośrednio dla jego mieszkańców. Stawia jednak warunki: żąda zabicia Alfreda Illa. Swoje żądanie motywuje faktem, iż będąc młodą dziewczyną została przez niego uwiedziona. Spodziewając się dziecka próbowała dochodzić swoich praw przed sądem. Oskarżony kochanek nie tylko nie przyznał się do poczętego dziecka, ale dodatkowo przekupił dwóch miejscowych mężczyzn, aby świadczyli na jego korzyść. Upokorzona i pozbawiona środków do życia Klara, opuszcza znienawidzone miasteczko, by po wielu latach do niego powrócić z zamiarem okrutnej zemsty.
Zgromadzeni na sali mieszkańcy Gullen reagują na tę propozycję oburzeniem. Wstrząśnięty burmistrz kategorycznie odrzuca tak barbarzyński układ; powołuje się na ludzką godność, na humanistyczne ideały, które od lat stanowiły fundament duchowego rozwoju obywateli tego miasteczka. Na sali rozbrzmiewają oklaski jako wyraz poparcia dla słów burmistrza. Twarz Illa pokrywa wzruszenie. Jakże wspaniały przejaw międzyludzkiej solidarności…
Następny dzień jak i wszystkie kolejne, niesie za sobą jednak coś zupełnie przeciwnego. Mieszkańcy Gullen zaczynają się zapożyczać. Przywdziewają coraz elegantsze stroje; kupują na kredyt drogą żywność, alkohol i papierosy. Całe miasteczko tonie w długach. Ill z przerażeniem widzi jak jego własna żona i dzieci opływają w dostatki, mimo że nie posiadają żadnych środków na pokrycie zaciągniętych zobowiązań. Atmosfera robi się duszna.
Nikt nie ma wątpliwości, że Ill musi zginąć. On sam również dostrzega beznadziejność własnego położenia. W żadnej osobie nie znajduje oparcia. Zagrożenie czai się anonimowo. Jednak wszyscy, z którymi rozmawia, zapewniają go, że jest zupełnie bezpieczny i nikt nie ma zamiaru wyrządzić mu krzywdy. Znamienne są sceny, w których widzimy przerażonego bohatera szukającego pomocy u władzy i moralnych autorytetów. Komendant policji przechadzający się po gabinecie w nowych, eleganckich butach, twierdzi, że nie ma podstaw do aresztowania Klary, gdyż jej groźba jest nazbyt abstrakcyjna. Burmistrz również nie widzi podstaw do niepokoju; pali drogie papierosy a za jego plecami widnieje plan kosztownej budowy nowego ratusza. Coraz bardziej zrozpaczony Alfred szuka wsparcia u księdza. Ten jednak tak samo jak pozostali nieudolnie próbuje go uspakajać. Na zakończenie rozmowy, której w tle towarzyszy dźwięk nowo zakupionego dzwonu, ksiądz zdobywa się na dramatyczną szczerość, wyrażając ją słowami: „…uciekaj wszyscy jesteśmy słabi. Uciekaj, nie wódź nas na pokuszenie przez to, że tu pozostajesz”. Upokorzony i bezsilny bohater, od strachu i rozpaczy przechodzi do uznania własnej winy. Zgadza się poddać „wyrokowi” mieszkańców miasteczka, aby potem zginąć z ich rąk.
Nieodparte pragnienie odmiany własnego losu, po latach przytłaczającej biedy, każe mieszkańcom Gulen sprzeniewierzyć się swoim, tak usilnie deklarowanym nie dawno ideałom.
Sztuka Derrenmatta pokazuje bardzo dobitnie jakie konsekwencje wyciąga życie z nieobowiązującego w sumieniu systemu wartości. W tym przypadku cała społeczność żyła jakimś wątłym i płytko zakorzenionym poczuciem przynależności do świata humanistycznych ideałów.
Pod pustą frazeologią, tak naprawdę kryło się niewiele. Mieszkańcy Gulen jakby chcieli uciec przed prawdą o sobie samych. Szczytem hipokryzji jest ostatnia scena, kiedy to obywatele miasteczka organizują spotkanie, aby ogłosić mediom powstanie fundacji im. Alfredo Illa, założonej przez Klarę Zachanassian. Po krótkiej uroczystości przedstawiciele środków przekazu zostają zaproszeni na poczęstunek do innej części budynku. Pod ich nieobecność mieszkańcy miasteczka wykonują na swej ofierze „wyrok”. Oficjalnie zaś podano, że Ill zmarł na zawał serca.
Ta smutna historia, choć zrodzona w wyobraźni dramaturga, uświadamia nam jak łatwo, wskutek uporczywego kłamstwa, życie ludzkie może przemienić się w koszmar. Początek, który do niego prowadzi bywa zgoła mało zajmujący – oto młody chłopak uwodzi dziewczynę i nie chce przyznać się do poczętego z tego związku dziecka; kłamie on i ci, których przekupił. Historia, jakich wiele. Czytamy krótkie wzmianki w gazetach opisujących dziesiątki takich zdarzeń. Życie jednak dopisuje dalszy ciąg.
Jedno kłamstwo rodzi następne. Zło przybiera na sile i zniewala kolejne ludzkie serca. Dzieje się to tym łatwiej im bardziej powierzchowny jest system wartości, wedle którego człowiek żyje. Wstrząsający rozwój wypadków i okrutna zemsta są dla odbiorców tej sztuki z pewnością zaskakujące. Autor jednak w mistrzowski dla siebie sposób, uświadamia nam, że tak naprawdę każdy rodzaj kłamstwa, zdrady, oszustwa może w swych konsekwencjach być nieobliczalny. Mała kula śnieżna powraca czasami lawiną. W tym przypadku była to lawina zła, w osobie okrutnej i mściwej kobiety. Myliłby się jednak ten, kto chciałby poprowadzić jakąś wyraźną granicę między nią a Illem i obywatelami miasteczka, w którym rozgrywa się akcja. Dokonać podziału na kata i ofiarę. Tutaj wszyscy bohaterowie dramatu uwikłani są w zło i jego następstwa.
Po obejrzeniu tego spektaklu, pomyślałem jak bardzo trzeba dziś utrwalać w sobie te wszystkie wartości, które pozwolą oprzeć się propozycji „starszej pani”, odwiedzającej życie wielu z nas? Jak uczciwie i mądrze wchodzić we wzajemne ze sobą relacje, aby nie zakorzenić zła w sercu drugiego człowieka, które osiągnąć może rozmiary przekraczające ramy naszej wyobraźni?
Jacek Buduj
Tematy pokrewne:



