Categories
Opinie

Wierzący nie praktykujący…

Niektórzy katolicy mówią: „Jak może być ktoś wierzący, ale nie praktykujący, przecież to przeczy sobie…” wyśmiewają się z ludzi którzy tak mówią.

Dlaczego utarł się taki stereotyp, że jeśli wierzący to tylko praktykujący? Przecież „wierzący” to też nie katolik. Może jego religia być „niepraktykująca”…

Miarą wielkości człowieka nie jest to ile, jak często i do ilu kościołów w ciągu tygodnia chodzi, miarą miałkości nie jest „wierzący nie praktykujący”. W każdej grupie znajdą się szuje, czarne owce i wykolejeńcy – więc dlaczego mówić: nasze zgromadzenie jest lepsze, nasz kościół jest najlepszy? Jak mawia stare przysłowie: Lepsze jest wrogiem dobrego…

Dobrego człowieka poznasz po owocach jego życia, nim ich nie poznasz nie wycinaj, złym okrutnym, raniącym słowem, w pień tego człowieka.

Miej szacunek dla tych „nie praktykujących”, którzy są dobrzy jak chleb, bo jest im ciężko, ty „wierzący prawdziwie, chodzący do kościoła” masz wielką pomoc w postaci Ducha Świętego, aniołów i zastępów świętych, a jak często jesteś „zły”, grzeszysz okrutnie?

A oni są sami, sami, z wyboru, czy z „okoliczności” muszą zmagać się ze złem, nie mają nikogo kto by wziął ich w opiekę (przynajmniej tak im się wydaje), więc zamiast psioczyć, wieszać psy na nich, pomódl się za nich by zobaczyli, że Bóg nigdy nie opuszcza swoich dzieci, czasem się chowa, dla zabawy czy próby, ale nigdy nie porzuca swoich dzieci, obojętnie jak bardzo grzeszą i błądzą.

Pamiętaj dla Boga cenniejszy jest ten kto błądzi, odchodzi, szuka, wraca, ale kocha, wraca i błaga o przebaczenie, niż ten który „chodzi za Bogiem” krok w krok, ale nie kocha Go, a przykazy jego wykonuje jak największą karę, nie zgadza się z wolą bożą, ale ją wykonuje z przymusu…

Bóg chce abyśmy byli szczęśliwi! A ty jaki jesteś?

Zobacz także:

Bog einsteina

View more documents from stahoo.

5 replies on “Wierzący nie praktykujący…”

Wierzący, nie praktykujący.Czyli jedna noga we wiadrze z lodowatą wodą, a druga we wiadrze z wrzątkiem, tak se wejdziesz i jest Ci średnio dobrze?Tak samo nie można być trochę w ciąży.Gdy człowiek mający dostęp do kościoła sam się od niego odwraca i mówi-mi kościół do wiary nie jest potrzebny, tak naprawdę zaczyna stwarzać sobie bożka na miarę swojej osoby, pewne przykazania są ważniejsze, pewne mniej.Sakramenty rzadko albo wcale.

Otóż Kościół tworzą ludzie, czasem grzeszni, ale „tam gdzie się zebrało dwóch w imię moje, tam Ja jestem”To raz.
A dwa, też nikt nikogo nie zmusza do bycia katolikiem, lecz jeżeli jesteś, musisz spełniać ku temu warunki. Bycie zdeklarowanym, praktykującym chrześcijaninem nie jest proste. A co jest proste?Prosta jest bylejakość.
Stahoo, się zapędziłeś ciut 😉

Tu chyba najbardziej zasadza sie różnica w pojmowaniu znaczeń, bo jeśli kościół pojmować tylko instytucjonalnie to rzeczywiście, może być tak, że jest ktoś „wierzący, niepraktykujący” – szczególnie to częste u tych którzy chcą tymi słowami uspokoić swoje wyrzuty sumienia, głosy, obmowy innych – „a ten to nie chodzi do kościoła”…

Ale jeśli pojmujemy Kościół, tak jak chciał tego Chrystus, jako jego mistyczne ciało, jako wspólnotę ludzi wierzących, to nie ma kogoś takiego: jak „wierzący niepraktykujący”, bo jeśli w coś wierzysz, żyjesz tym to już swoim życiem „praktykujesz”… i inaczej się nie da, np. wierzysz że chodzisz po ziemi? na codzień swoim życiem to praktykujesz, bo inaczej się nie da.

Masz rację Robercie: prosta jest bylejakość, ale zarówno wśrod „wierzących” jak i „nie wierzących”, a także wśród „fanatyków” różnej maści…

Przez życie autostradą do nieba? nie możliwe, bo tam prowadzi wąska i kręta dróżka pod górę; autostrada jest i można nią iść, ale prowadzi prosto do piekła – tak ładnie z górki;)

ale dlaczemu? osąd zostawmy Najwyższemu, bo nie nam osądzać, jak kto praktykuje… bo skąd wiemy co siedzi w sercu, w duszy człowieka? wielu ludzi z chęcią powiedziało by, że wszystko jest czarne lub wszystko jest białe, ale, są jeszcze kolory, są jeszcze szarości, z fizyki: biały kolor światła to mix wszystkich barw, a czarny to brak światła… tęczę też stworzył Bóg jako symbol przymierza, że więcej potopu na ziemi nie będzie… czy tęcza jest czarno-biała?

Praktyka, czyli to, co robimy dla Boga i w Jego imieniu, to naturalne owoce wiary. Jeśli mam się do czegoś zmuszać, to po co to robić? Pewien mądry kaznodzieja powiedział: Zawsze najpierw szukajmy Królestwa Bożego, a reszta sama przyjdzie. Wspólnota przez wiarę bez praktyki? Czyli tak jakbym miała wierzyć w to, że wiedza mi się w życiu przyda a jednocześnie nie chodzić do szkoły i rozwijać się i czuć wspólnotę z uczniami? Wspólnota kościelna to owszem – jedność ducha, lecz także – co bardzo ważne – relacja. A relacja to coś żywego, widzialnego, rzeczywistego. Coś, do czego Bóg nas powołał.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *