Categories
Opinie

Doradca finansowy

Kilka dni temu nawiedził mnie doradca finansowy oferując darmową analizę finansową…

Był to student, który w 2,5 h nie przeprowadził jej do końca i chciał za wszelką cenę dokończyć później.

Na zakończenie spotkania zadałem mu pytanie które zadałby Robert Kyiosaki: czy jako doradca finansowy/inwestycyjny sam inwestuje? Jego odpowiedź: nie bo jestem studentem, ale w przyszłości…

…i tym się pogrzebał, bo nie ufam ludziom którzy mi doradzają, ale sami nie korzystają ze swoich rad – bo po prostu nie wiedzą co mówią, a skoro sami się boją wprowadzać w czyn swoje rady, to dlaczego ja mam ryzykować za nich?

Kiedy zadzwonił by umówić się na powtórne spotkanie powiedziałem mu że z przyzwoitości, bo obiecałem, mogę mu poświęcić 20 minut… on: że do godziny, ja że 25, on że do godziny… że też cenię swój czas i 3,5 h to zdecydowanie za dużo… powiedziałem mu że odpowiedzią na pytanie Kiyosakiego pogrzebał się totalnie, że nic od nich ni kupię, że nawet sprzedawca marchewki na ulicy jest w stanie coś odłożyć…
W trakcie samego spotkania popełnił wiele kardynalnych błędów:
  • nie słuchał tego co mówię, bo gdyby tak było to pół analizy mielibyśmy zrobione po wynotowaniu paru słów z tego co mówiłem wcześniej
  • mylił się, raz dostrzegał że mam córkę, a potem  mówił że mogłbym iść pokopać w piłkę z synem (zapewne to wyuczony tekst)…
  • ignorował moją śliczną, 3-letnią córeczkę – a mógł wykorzystać to na swoją korzyść, wszak każdy rodzic kocha swoje dzieci i jest dumny kiedy ktoś chwali pociechę…
  • ignorował moją żonę, która „dawała znaki na niebie i ziemii”, że to już zad długo…
i wiele wiele innych…, ale o tem potem (może jak znajdę czas i natchnienie)…